środa, 30 maja 2012

Rozdział 6.

Nie czekając długo, postanowili od razu ruszyć do Ray'a. Wsiedli w samochód Matta i ruszyli na drugi koniec miasta. [..]
Drzwi otworzyła im matka chłopaka.
- Dzień dobry. Jest może Ray ? - Matt mówił grzecznym tonem. Czekając na odpowiedź kobiety, spojrzał na Gerarda.
- Nie, niestety nie. Przekazać mu coś ?
- Yyy...Nie nie trzeba. Do widzenia. - Powiedział Gee, zanim Matt się odezwał.
Drzwi zamknęły się, a oni ruszyli w stronę samochodu. Siedząc już w środku, Matt odezwał się.
- Może zadzwonimy do niego ?
Gerard skinął tylko głową i wyjął telefon. Znalazł numer Toro, nacisnął zieloną słuchawkę na klawiaturze telefonu po czym podniósł telefon do ucha. Jeden sygnał...Drugi...Trzeci...
- Tak ?
- Ray ? To ty ? Tu Gerard.
- Tak ja. No cześć. Coś się stało ?
- Tak...To znaczy nie.
- Stary zdecyduj się.
Słysząc co chłopak mówi do słuchawki, Matt wyrwał mu telefon z ręki.
- Ray, cześć. Matt z tej strony. Jest sprawa. Możemy się spotkać ?
- Dziś ?
- Byłoby najlepiej.
- Mogę dopiero za dwie godziny.
- Dobrze. Więc za dwie godziny przy klubie za miastem.
- Dobra. Nie ma sprawy. A o co chodzi ?
- Dowiesz się na miejscu. - Po tych słowach chłopak rozłączył się i oddał telefon Gerardowi.
- Przyjdzie ?
- Tak... Jestem głody. Jedziesz ze mną coś zjeść ?
- Jasne, czemu nie. - Gee skinął głową.
Matt odpalił silnik po czym zaczął kręcić gałkami przy radiu samochodowym. Trafił na stację, w której akurat puszczali zespół Queen.
- Zostaw ! - Powiedział nagle Gerard półkrzykiem.
- Spoko. - Matt zabrał rękę z gałek radiowych. Ruszyli.
Gee podparł w drodze głowę na ręku i spojrzał w okno, podśpiewując piosenkę z radia.
W głowie kłębiło mu się pełno myśli. Widział już przyszłość z zespołem, ale była to różna przyszłość. Jedna z nich to wielki triumf zespołu. Była niestety też druga opcja - całkiem nieciekawa przyszłość...To wszystko go zastanawiało. "Czy ktoś taki jak oni, może stworzyć zespół, który będzie nagrywał hity...?". Te myśli nie dawały chłopakowi spokoju, ale nagle przypomniał sobie, to co powtarzała mu babcia Elena Lee Rush - "Bez względu na to co mówią, możesz zrobić wszystko, jeśli tylko się postarasz...". Słowa babci w jego głowie, dały mu o dziwo wielką ulgę. Przestał się przejmować czy wyjdzie, a raczej tym ile piosenek da rady napisać w tydzień. Jego myśli skierowały się na błahe, czasem nawet śmieszne sprawy.
Po kilku chwilach byli już przy barze z szybką obsługą. Weszli do środka i automatycznie spojrzeli na wielkie plakaty z menu. [..]
Mając już swoje zamówienie, Gerard spojrzał na Matta.
- Siadamy tu czy nie ? - Uniósł lekko ku górze brwi i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Siadamy.
Zajęli jeden ze stolików w kącie. Matt bez wahania zajął się jedzeniem. Gerard z kolei rozejrzał się ponownie po lokalu. Zastanawiało go to czy gdyby zespół stał się naprawdę znany, ludzie traktowaliby go inaczej...
Matt spojrzał na przyjaciela, który zamiast jeść, zajęty był przyglądaniem się ludziom.
- Ziemia do pana Way'a - Po tych słowach Gee pokręcił lekko głową, jakby chciał otrzepać się z wody.
- Zamyśliłem się. - Powiedział beznamiętnym tonem po czym zabrał się do jedzenia.
[..] Minęła mniej więcej godzina.
- Czas jechać.
Gerard bez wahania wstał od stołu. Oboje wyszli dość szybkim krokiem z baru i wsiedli do samochodu. Kiedy Matt odpalił silnik, radio tym razem włączyło się automatycznie. Ruszył w stronę umówionego miejsca.
Tym razem Way miał inne myśli. "Jakie to uczucie, usłyszeć swoją piosenkę w radiu...?", "Czy ludzie nie będą przełączać stacji, kiedy usłyszą nasz zespół...?". Te myśli zaczęły go trochę przytłaczać. Pomyślał o przyjemności jaką dało mu granie w opuszczonym klubie. To było coś. Wiedział, że to kocha. I ponownie wszystkie głupie myśli i pytanie odpłynęły, a on znów stał się szczęśliwy - Będziemy mieli zespół !
Dotarli na miejsce przed czasem. Postawił samochód przed klubem, który o tej godzinie był jeszcze zamknięty. Wysiedli z auta i rozejrzeli się dookoła. Nie było to dosłownie za miastem, ale na jego końcu. Przy klubie nie znajdywało się praktycznie nic. Mały park z kilkoma ławkami, na których przesiadywali pijani imprezowicze , dwie lub trzy budki telefoniczne i parking. Jakiś kilometr wcześniej stał malutki sklep całodobowy.
Po kilku minutach przyjechał na miejsce Ray. Postawił samochód przed autem Pelissiera.
- Hej, co jest ? Co to za sprawa ?
Gee i Matt podeszli do niego bliżej.
- Grasz jeszcze na gitarze ? - Way spojrzał na niego wymownie.
- Tak, pewnie. A czemu pytasz ? - Toro był wyraźnie zdekoncentrowany.
Gerard wciągnął do płuc powietrze po czym zapytał, oddzielając od siebie każdy kolejny wyraz.
- Jesteś-Zainteresowany-Graniem-W-Zespole ?
Matt stał z boku, przysłuchując się rozmowie.
- W zespole ? - Ray spojrzał najpierw na Gerarda, później na Matta. - Jakim zespole ?
- Razem z Mattem założyliśmy zespół. Mamy już jedną piosenkę, ale potrzebujemy gitarzysty.
Chłopak zastanawiał się przez dłuższą chwilę. Widać było, że granie w zespole go interesuje, ale nie wiedział, czy na pewno chce się tego podjąć.
Po kilku minutach powiedział jednak pewnie.
- Jestem zainteresowany. - Kiedy Toro wypowiedział te słowa, Gee miał ochotę go przytulić. Powstrzymał się, ale uśmiech na jego twarzy wyjaśniał wszystko.

Brak komentarzy: