- Zaraz powinni być. Babcia mówiła, że już dojeżdżają.
Kiedy dojechali na przystanek, Gee spojrzał na rozkład jazdy.
Matt skinął głową. Podeszli do odpowiedniego peronu.
Nie pozostawało im nic innego, jak czekać na pociąg.
Minęło może kilka minut, kiedy oboje usłyszeli głos nadjeżdżającego pociągu. Gerard wychylił lekko głowę z peronu i zobaczył jadącą maszynę. Kiedy pociąg stanął, a drzwi otworzyły się ludzie zaczęli się przepychać, aby wysiąść z niego jak najszybciej. Chłopak był pewny, że jego babcia wyjdzie ostatnia. Nigdy nie lubiła wciskać się w tłum, pełen spoconych ludzi.
Miał rację. Jego babcia wyszła z pociągu na samym końcu. Obok niej szedł wyskoki, uśmiechnięty mężczyzna, który trzymał jedną z jej toreb. Way od razu podbiegł do niej i rzucił jej się nie szyję.
- Babciu ! - Krzyknął, tuląc się do kobiety. - Cieszę się, że jesteś.
- Ja też Gerry. Też się cieszę, że cię widzę. - Poklepała go po plecach, po czym wypuściła go z uścisku i skierowała się w stronę Matta. - Czy mnie oczy nie mylą, czy to mały Pelissier ? Chodź, że tutaj. - Kiedy Matt podszedł do niej, Elena od razu go przytuliła. Kiedy już przywitała się z chłopakami, odwróciła się do mężczyzny, który ciągle stał przy nich. - Dziękuję Robercie. - Wzięła od niego swoją torbę, po czym zwracając się do chłopaków, przedstawiła go. - To Robert. Pomógł mi trochę z bagażem.
Gee podbiegł do babci, zabrał od niej torbę po czym uśmiechnął się do mężczyzny.
- Dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co. To dla mnie drobiazg. A teraz przepraszam, ale muszę już uciekać. - Robert uśmiechnął się do nich na pożegnanie po czym zniknął na stacji.
Elena rozejrzała się po peronie.
- Gdzie jest mój Mikey ? - Uniosła brwi patrząc na Gerarda.
- On jeszcze nie wie, że przyjechałaś. Zaprosimy go do mnie wieczorem. - Odparł szybko Way.
- Trzymam cię za słowo Gerry. - Po tym zdaniu, wszyscy troje ruszyli w stronę wyjścia. [..]
W drodze do domu, Gee zastanawiał się jak powiedzieć babci o zespole i o tym, że potrzebują jej pomocy. Zawsze rozmawiał z nią bez problemu, ale teraz, ta sprawa jakoś dziwnie go blokowała. Może to dlatego, że Elena już od dawna mówiła mu o muzyce, ale on nie chciał słuchać...
Kiedy dotarli na miejsce Way szybko wyskoczył z samochodu i zabrał z bagażnika torby. Matt pomógł Elenie wysiąść po czym ruszył z nią na górę odwracając się przez ramie do Gerarda.
- Pomóc ci z tymi torbami?
- Nie, nie trzeba.
Stanęli pod drzwiami. Chłopak zaczął szukać klucza po kieszeniach, a kiedy już go znalazł, otworzył drzwi i wpuścił kobietę pierwszą.
Elena weszła wolnym krokiem do mieszkania, delikatnie się rozglądając.
- Całkiem czysto tu masz, a to do ciebie nie podobne Gerry... - Spojrzała na niego i zaśmiała się pod nosem. Gee wzruszył tylko ramionami, z lekko zawstydzonym uśmiechem.
Postawił torby pod ścianą w pokoju. Podszedł do babci i mocno ją przytulił.
- Tęskniłem.
- Ja też Gerry, ja też.
Po chwili odezwał się Matt.
- Daj babci się rozgościć, a ty chodź ze mną do kuchni. Trzeba zrobić coś do jedzenia. - Way skinął głową i ruszył za Pelissierem do kuchni.
- Co proponujesz robić?
- Czy ja wiem... - Wzruszył ramionami chłopak. - Może, em, co twoja babcia lubi? - Uniósł brwi ku górze z pytającym wyrazem twarzy.
- Yy...Babciu Na Co Masz Ochotę? - Krzyknął Gerard.
- Nie jestem bardzo głodna, więc kanapka i herbata starczy. - Usłyszeli głos babci z drugiego pokoju.
- Więc robimy kanapki. - Uśmiechnął się Pelissier.
Przez chwilę, nie odzywali się ani słowem. Gee wstawiał wodę na herbatę, a Mett smarował czymś chleb. Po chwili Way odezwał się.
- Chcę powiedzieć babci o zespole... - Powiedział szybko, zbyt szybko, ale przyjaciel najwyraźniej go zrozumiał.
- Też o tym myślałem. - Skinął głową nie odrywając wzroku od kanapek.
- Myślę, że babcia ruszy nas trochę do roboty, bo sami najwyraźniej się do tego nie palimy. - Mówił Gerard, szukając czegoś w półce.
- Chcesz jej powiedzieć teraz?
- Nie wiem. Może poczekam do jutra...
Cała ich rozmowa była prawie szeptem. Nie patrzyli na siebie, ale znali się tak dobrze, że przecież i tak wiedzieli jakie miny robi w danym momencie drugi.
Gee zalał herbaty wodą po czym postawił je na tacy, obok zrobionych już przez Matta kanapek.
- Masz rację, poczekaj z tym do jutra. - Chłopak skinął głową.
Gerard wziął tacę i ruszył do pokoju, w którym już czekała Elena. Widząc ją od razu się uśmiechnął.
- Proszę bardzo. Smacznego. - Postawił tacę na stole, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Dzwoniliście do Mikey'a? - Elena uniosła brwi ku górze, spoglądając a to na jednego, a to na drugiego.
- Kurcze. - Burknął pod nosem Way. - Już dzwonię. - Pokiwał głową po czym wyjął z torby leżącej w korytarzu telefon. [..]
Kiedy wrócił do pokoju, babcia rozmawiała o czymś z Mattem, ale kiedy zobaczyli Way'a, rozmowa nagle ucichła. "Tajemnice...No Extra" - pomyślał Gee.
- Mikey już jedzie. - Powiedział wolno, oddzielając każdy wyraz od siebie. Patrzył przy tym na nich badawczo, ale babcia tylko się zaśmiała i poklepała kanapę obok siebie, na znak, aby Gerard usiadł koło niej.
Chłopak posłusznie usiadł obok babci i spojrzał na Matta.
- Jedz Gerry. - Elena podsunęła do niego talerz z kanapkami, na co on lekko się uśmiechnął i wziął jedną z kanapek. [..]
Nie minęło pół godziny, kiedy nagle drzwi otworzyły się i do mieszkania wszedł Mikey - młodszy brat Gerarda.
- Powinieneś nauczyć się pukać. - Powiedział smętnym tonem Gee.
- Powinieneś nauczyć się zamykać drzwi. - Zaśmiał się pod nosem Mikey po czym szybkim krokiem podszedł do babci i rzucił jej się na szyję. - Babciu! Tak się cieszę, że jesteś.
- Miło mi cię widzieć kochany. - Elena poklepała go po plecach, po czym przesunęła się kawałek, aby chłopak usiadł koło niej na kanapie.
Przez chwilę wszyscy rozmawiali praktycznie o niczym. Były to rozmowy typu "Co u ciebie?", "Jak w szkole?", "Zdałeś?" i tym podobne, ale kiedy Elena wszystko już na takie tematy wiedziała i zaległa niezręczna cisza, Mikey zwrócił się do Gerarda z pytaniem.
- Byłeś w sprawie kreskówki?
- Jakiej kreskówki? - Babcia od razu odwróciła się do chłopaka.
- Chciałem sprzedać swoją kreskówkę stacji telewizyjnej... - Jego głos wydawał się normalny, ale on w środku był wkurzony i smutny jednocześnie. Nie kupili jego kreskówki. Wolałby o tym nie mówić, ale wiedział, że ciekawość wszystkich dookoła mu na to nie pozwoli.
- I jak? Kupili? - Elena uniosła brwi ku górze. Wszyscy przy stole spojrzeli na niego ciekawskimi spojrzeniami.
- Nie. - Way odpowiedział szybkim i obojętnym głosem.
- Dlaczego, przecież była dobra? - Mikey wydawał się zdziwionym.
- Była zbyt podobna do ich starej kreskówki. - Jego głos się nie zmieniał, ale w środku się gotował.
- Nic się nie stało. Może innym razem. - Elena po tych słowach przytuliła go mocno do siebie, poklepując chłopaka po plechach.
- Może innym... - Powtórzył cicho Gee, ale wiedział, że nawet nie będzie próbował...Nie teraz...
"Bądź sobą, nie przejmuj się nikim i nigdy nie pozwól, by wzięli cię żywcem..." - Gerard Way
środa, 30 maja 2012
Rozdział 7.
Minął już prawie tydzień, a oni nie ruszyli sprawy zespołu. To było dobijające. Zespół miał tworzyć hity, a jak na razie stworzył jedną piosenkę, której nawet nie nagrali.
Gee uznał, że czas to zmienić. Podniósł swój telefon z łóżka i już chciał wybrać numer Matta, gdy nagle jego telefon zadzwonił. Spojrzał na wyświetlacz - Babcia.
- Tak ? - chłopak odebrał telefon, a na jego twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. Elena Lee Rush, była jedną z naprawdę niewielu osób, które potrafiły go zrozumieć.
- Gerry, kochanie. - Gerard słysząc przezwisko, nadane mu przez babcię wiele lat temu, uśmiechnął się do słuchawki jeszcze bardziej. - Co u ciebie ? Dawno nie dzwoniłeś, nawet nie pochwaliłeś się jak zakończenie roku.
- Babciu, przepraszam. Naprawdę byłem strasznie zajęty, ale obiecuję, że się poprawię. Może nawet uda mi się przyjechać do ciebie jakoś... - Mówiąc to, myślał tylko nad tym, czy aby na pewno mu się to uda.
- Gerry, słońce, ja właśnie w tej sprawie. Chcę do ciebie przyjechać. Dziś mam pociąg. Czy to nie będzie problem ?
- Problem ? No coś ty. Będzie mi miło. Wiesz na którą godzinę tu przyjedziesz ? Wyjadę z Mattem po ciebie na stację.
- Sprawiłam sobie ostatnio telefon komórkowy, więc do ciebie zadzwonię. Może tak być ?
- Dobrze, oczywiście. Więc będę czekał.
Kiedy głos w słuchawce zamilknął, połączenie zostało skończone. Przyjazd babci naprawdę bardzo ucieszył Way'a. Dawno jej nie widział, ale mógł mieć pewność, że to niczego nie zmieniło między nimi. Wiedział też, że babcia pomoże mu w sprawach zespołu. Znała się na tym o wiele lepiej niż oni wszyscy razem wzięci. Zawsze pomagała Gerardowi w sprawach tego typu.
Pozostało mu teraz tylko umówić się z Mattem, aby ten mógł później razem z Gee wyjechać po Elene.
Wykręcił jego numer i czekał, aż przyjaciel odbierze telefon.
- Gee ? Co jest ?
- Masz dziś trochę czasu ? Moja babcia przyjeżdża i chciałem, żebyś... - Zanim dokończył głos w słuchawce się odezwał i zrobił to za niego.
- ...Żebym pomógł ci ją odebrać. Jasne, jasne. Nie ma problemu. Powiedz tylko o której.
- No właśnie nie wiem. A mógłbyś teraz do mnie przyjechać i kiedy dostaniemy telefon od razu wyjedziemy...Chyba, że masz inne plany.
- Nie, nie mam. Zaraz będę. Potrzebujesz czegoś, bo muszę zajechać do sklepu ?
- Nie dzięki.
- Dobra, to ja kończę. Na razie.
Kiedy Gee odłożył telefon z powrotem na łóżko, rozejrzał się po pokoju. Westchnął cicho i już wiedział, że czeka go sprzątanie. Co prawda jego babcia, nigdy nie karciła go za to czy sprzątał czy też nie, ale jednak wiedział, że nie będzie mógł jej wpuścić w taki bałagan.
Zabrał się więc do roboty. Ubrania z ziemi, naczynia do umycia [..]. Nienawidził sprzątania, ale kto je lubi. Ledwo zdążył ogarnąć choć trochę mieszkanie, usłyszał, kogoś dobijającego się do drzwi.
Otworzył je i wpuścił do środka Pelissiera.
- Było otwarte, trzeba było wejść.
- Żartujesz sobie ? - Matt poruszył torbami trzymanymi w rękach.
Gee na jego słowa prychnął, najwidoczniej rozbawiony. Matt postawił zakupy na stole w kuchni i zaczął je rozpakowywać.
- Co robisz ? Skoro twoja babcia przyjeżdża, a ty nie kazałeś nic kupić, to znaczy, że masz zamiar karmić ją jedzeniem z fast foodów...Wybacz, ale za bardzo ją lubię, żeby ci na to pozwolić. - Chłopak zaśmiał się wesoło pod nosem, a Gerard tylko wzruszył ramionami. Jego przyjaciel miał rację. Właśnie tak by było.
Podszedł do toreb i zajrzał po kolei w każdą.
- Czyli rozumiem, że wpraszasz się na kolację... - Nie było to pytanie, tylko raczej stwierdzenie. Oboje znali się już tak długo, że wiedzieli dokładnie co drugi w danej chwili najprawdopodobniej zrobi.
- Nie miałem takiego zamiaru, ale skoro ci na tym zależy to czemu nie... - Chłopak ponownie się zaśmiał, nawet nie patrząc na Way'a. - No, ale mógłbyś pomóc mi to rozpakować.
- Tak, już. Wybacz. - Powiedział szybko i zaczął rozpakowywać kolejne torby.
[..] Kiedy wszystko było na swoim miejscu, Gee rozejrzał się po mieszkaniu. Kiedy zobaczył to Matt, odezwał się bez wahania.
- Zapomniałeś trochę tu wywietrzyć. Palisz, a wiesz, że akurat tego twoja babcia nie pochwali.
- Ku*wa. - Burknął pod nosem i od razu podbiegł do okna, po czym otworzył je na całą szerokość. Później kolejne i jeszcze jedno. - Zapomniałem o czymś jeszcze ? - Spojrzał na przyjaciela.
Pelissier rozejrzał się po domu.
- Myślę, że już wszystko dobrze.
[..]
Po chwili zadzwonił telefon. Gee wiedział kto dzwoni, dlatego momentalnie podbiegł do telefonu. [..]
Kiedy skończył rozmowę, spojrzał na przyjaciela.
- Zbieramy się.
Gee uznał, że czas to zmienić. Podniósł swój telefon z łóżka i już chciał wybrać numer Matta, gdy nagle jego telefon zadzwonił. Spojrzał na wyświetlacz - Babcia.
- Tak ? - chłopak odebrał telefon, a na jego twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. Elena Lee Rush, była jedną z naprawdę niewielu osób, które potrafiły go zrozumieć.
- Gerry, kochanie. - Gerard słysząc przezwisko, nadane mu przez babcię wiele lat temu, uśmiechnął się do słuchawki jeszcze bardziej. - Co u ciebie ? Dawno nie dzwoniłeś, nawet nie pochwaliłeś się jak zakończenie roku.
- Babciu, przepraszam. Naprawdę byłem strasznie zajęty, ale obiecuję, że się poprawię. Może nawet uda mi się przyjechać do ciebie jakoś... - Mówiąc to, myślał tylko nad tym, czy aby na pewno mu się to uda.
- Gerry, słońce, ja właśnie w tej sprawie. Chcę do ciebie przyjechać. Dziś mam pociąg. Czy to nie będzie problem ?
- Problem ? No coś ty. Będzie mi miło. Wiesz na którą godzinę tu przyjedziesz ? Wyjadę z Mattem po ciebie na stację.
- Sprawiłam sobie ostatnio telefon komórkowy, więc do ciebie zadzwonię. Może tak być ?
- Dobrze, oczywiście. Więc będę czekał.
Kiedy głos w słuchawce zamilknął, połączenie zostało skończone. Przyjazd babci naprawdę bardzo ucieszył Way'a. Dawno jej nie widział, ale mógł mieć pewność, że to niczego nie zmieniło między nimi. Wiedział też, że babcia pomoże mu w sprawach zespołu. Znała się na tym o wiele lepiej niż oni wszyscy razem wzięci. Zawsze pomagała Gerardowi w sprawach tego typu.
Pozostało mu teraz tylko umówić się z Mattem, aby ten mógł później razem z Gee wyjechać po Elene.
Wykręcił jego numer i czekał, aż przyjaciel odbierze telefon.
- Gee ? Co jest ?
- Masz dziś trochę czasu ? Moja babcia przyjeżdża i chciałem, żebyś... - Zanim dokończył głos w słuchawce się odezwał i zrobił to za niego.
- ...Żebym pomógł ci ją odebrać. Jasne, jasne. Nie ma problemu. Powiedz tylko o której.
- No właśnie nie wiem. A mógłbyś teraz do mnie przyjechać i kiedy dostaniemy telefon od razu wyjedziemy...Chyba, że masz inne plany.
- Nie, nie mam. Zaraz będę. Potrzebujesz czegoś, bo muszę zajechać do sklepu ?
- Nie dzięki.
- Dobra, to ja kończę. Na razie.
Kiedy Gee odłożył telefon z powrotem na łóżko, rozejrzał się po pokoju. Westchnął cicho i już wiedział, że czeka go sprzątanie. Co prawda jego babcia, nigdy nie karciła go za to czy sprzątał czy też nie, ale jednak wiedział, że nie będzie mógł jej wpuścić w taki bałagan.
Zabrał się więc do roboty. Ubrania z ziemi, naczynia do umycia [..]. Nienawidził sprzątania, ale kto je lubi. Ledwo zdążył ogarnąć choć trochę mieszkanie, usłyszał, kogoś dobijającego się do drzwi.
Otworzył je i wpuścił do środka Pelissiera.
- Było otwarte, trzeba było wejść.
- Żartujesz sobie ? - Matt poruszył torbami trzymanymi w rękach.
Gee na jego słowa prychnął, najwidoczniej rozbawiony. Matt postawił zakupy na stole w kuchni i zaczął je rozpakowywać.
- Co robisz ? Skoro twoja babcia przyjeżdża, a ty nie kazałeś nic kupić, to znaczy, że masz zamiar karmić ją jedzeniem z fast foodów...Wybacz, ale za bardzo ją lubię, żeby ci na to pozwolić. - Chłopak zaśmiał się wesoło pod nosem, a Gerard tylko wzruszył ramionami. Jego przyjaciel miał rację. Właśnie tak by było.
Podszedł do toreb i zajrzał po kolei w każdą.
- Czyli rozumiem, że wpraszasz się na kolację... - Nie było to pytanie, tylko raczej stwierdzenie. Oboje znali się już tak długo, że wiedzieli dokładnie co drugi w danej chwili najprawdopodobniej zrobi.
- Nie miałem takiego zamiaru, ale skoro ci na tym zależy to czemu nie... - Chłopak ponownie się zaśmiał, nawet nie patrząc na Way'a. - No, ale mógłbyś pomóc mi to rozpakować.
- Tak, już. Wybacz. - Powiedział szybko i zaczął rozpakowywać kolejne torby.
[..] Kiedy wszystko było na swoim miejscu, Gee rozejrzał się po mieszkaniu. Kiedy zobaczył to Matt, odezwał się bez wahania.
- Zapomniałeś trochę tu wywietrzyć. Palisz, a wiesz, że akurat tego twoja babcia nie pochwali.
- Ku*wa. - Burknął pod nosem i od razu podbiegł do okna, po czym otworzył je na całą szerokość. Później kolejne i jeszcze jedno. - Zapomniałem o czymś jeszcze ? - Spojrzał na przyjaciela.
Pelissier rozejrzał się po domu.
- Myślę, że już wszystko dobrze.
[..]
Po chwili zadzwonił telefon. Gee wiedział kto dzwoni, dlatego momentalnie podbiegł do telefonu. [..]
Kiedy skończył rozmowę, spojrzał na przyjaciela.
- Zbieramy się.
Rozdział 6.
Nie czekając długo, postanowili od razu ruszyć do Ray'a. Wsiedli w samochód Matta i ruszyli na drugi koniec miasta. [..]
Drzwi otworzyła im matka chłopaka.
- Dzień dobry. Jest może Ray ? - Matt mówił grzecznym tonem. Czekając na odpowiedź kobiety, spojrzał na Gerarda.
- Nie, niestety nie. Przekazać mu coś ?
- Yyy...Nie nie trzeba. Do widzenia. - Powiedział Gee, zanim Matt się odezwał.
Drzwi zamknęły się, a oni ruszyli w stronę samochodu. Siedząc już w środku, Matt odezwał się.
- Może zadzwonimy do niego ?
Gerard skinął tylko głową i wyjął telefon. Znalazł numer Toro, nacisnął zieloną słuchawkę na klawiaturze telefonu po czym podniósł telefon do ucha. Jeden sygnał...Drugi...Trzeci...
- Tak ?
- Ray ? To ty ? Tu Gerard.
- Tak ja. No cześć. Coś się stało ?
- Tak...To znaczy nie.
- Stary zdecyduj się.
Słysząc co chłopak mówi do słuchawki, Matt wyrwał mu telefon z ręki.
- Ray, cześć. Matt z tej strony. Jest sprawa. Możemy się spotkać ?
- Dziś ?
- Byłoby najlepiej.
- Mogę dopiero za dwie godziny.
- Dobrze. Więc za dwie godziny przy klubie za miastem.
- Dobra. Nie ma sprawy. A o co chodzi ?
- Dowiesz się na miejscu. - Po tych słowach chłopak rozłączył się i oddał telefon Gerardowi.
- Przyjdzie ?
- Tak... Jestem głody. Jedziesz ze mną coś zjeść ?
- Jasne, czemu nie. - Gee skinął głową.
Matt odpalił silnik po czym zaczął kręcić gałkami przy radiu samochodowym. Trafił na stację, w której akurat puszczali zespół Queen.
- Zostaw ! - Powiedział nagle Gerard półkrzykiem.
- Spoko. - Matt zabrał rękę z gałek radiowych. Ruszyli.
Gee podparł w drodze głowę na ręku i spojrzał w okno, podśpiewując piosenkę z radia.
W głowie kłębiło mu się pełno myśli. Widział już przyszłość z zespołem, ale była to różna przyszłość. Jedna z nich to wielki triumf zespołu. Była niestety też druga opcja - całkiem nieciekawa przyszłość...To wszystko go zastanawiało. "Czy ktoś taki jak oni, może stworzyć zespół, który będzie nagrywał hity...?". Te myśli nie dawały chłopakowi spokoju, ale nagle przypomniał sobie, to co powtarzała mu babcia Elena Lee Rush - "Bez względu na to co mówią, możesz zrobić wszystko, jeśli tylko się postarasz...". Słowa babci w jego głowie, dały mu o dziwo wielką ulgę. Przestał się przejmować czy wyjdzie, a raczej tym ile piosenek da rady napisać w tydzień. Jego myśli skierowały się na błahe, czasem nawet śmieszne sprawy.
Po kilku chwilach byli już przy barze z szybką obsługą. Weszli do środka i automatycznie spojrzeli na wielkie plakaty z menu. [..]
Mając już swoje zamówienie, Gerard spojrzał na Matta.
- Siadamy tu czy nie ? - Uniósł lekko ku górze brwi i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Siadamy.
Zajęli jeden ze stolików w kącie. Matt bez wahania zajął się jedzeniem. Gerard z kolei rozejrzał się ponownie po lokalu. Zastanawiało go to czy gdyby zespół stał się naprawdę znany, ludzie traktowaliby go inaczej...
Matt spojrzał na przyjaciela, który zamiast jeść, zajęty był przyglądaniem się ludziom.
- Ziemia do pana Way'a - Po tych słowach Gee pokręcił lekko głową, jakby chciał otrzepać się z wody.
- Zamyśliłem się. - Powiedział beznamiętnym tonem po czym zabrał się do jedzenia.
[..] Minęła mniej więcej godzina.
- Czas jechać.
Gerard bez wahania wstał od stołu. Oboje wyszli dość szybkim krokiem z baru i wsiedli do samochodu. Kiedy Matt odpalił silnik, radio tym razem włączyło się automatycznie. Ruszył w stronę umówionego miejsca.
Tym razem Way miał inne myśli. "Jakie to uczucie, usłyszeć swoją piosenkę w radiu...?", "Czy ludzie nie będą przełączać stacji, kiedy usłyszą nasz zespół...?". Te myśli zaczęły go trochę przytłaczać. Pomyślał o przyjemności jaką dało mu granie w opuszczonym klubie. To było coś. Wiedział, że to kocha. I ponownie wszystkie głupie myśli i pytanie odpłynęły, a on znów stał się szczęśliwy - Będziemy mieli zespół !
Dotarli na miejsce przed czasem. Postawił samochód przed klubem, który o tej godzinie był jeszcze zamknięty. Wysiedli z auta i rozejrzeli się dookoła. Nie było to dosłownie za miastem, ale na jego końcu. Przy klubie nie znajdywało się praktycznie nic. Mały park z kilkoma ławkami, na których przesiadywali pijani imprezowicze , dwie lub trzy budki telefoniczne i parking. Jakiś kilometr wcześniej stał malutki sklep całodobowy.
Po kilku minutach przyjechał na miejsce Ray. Postawił samochód przed autem Pelissiera.
- Hej, co jest ? Co to za sprawa ?
Gee i Matt podeszli do niego bliżej.
- Grasz jeszcze na gitarze ? - Way spojrzał na niego wymownie.
- Tak, pewnie. A czemu pytasz ? - Toro był wyraźnie zdekoncentrowany.
Gerard wciągnął do płuc powietrze po czym zapytał, oddzielając od siebie każdy kolejny wyraz.
- Jesteś-Zainteresowany-Graniem-W-Zespole ?
Matt stał z boku, przysłuchując się rozmowie.
- W zespole ? - Ray spojrzał najpierw na Gerarda, później na Matta. - Jakim zespole ?
- Razem z Mattem założyliśmy zespół. Mamy już jedną piosenkę, ale potrzebujemy gitarzysty.
Chłopak zastanawiał się przez dłuższą chwilę. Widać było, że granie w zespole go interesuje, ale nie wiedział, czy na pewno chce się tego podjąć.
Po kilku minutach powiedział jednak pewnie.
- Jestem zainteresowany. - Kiedy Toro wypowiedział te słowa, Gee miał ochotę go przytulić. Powstrzymał się, ale uśmiech na jego twarzy wyjaśniał wszystko.
Drzwi otworzyła im matka chłopaka.
- Dzień dobry. Jest może Ray ? - Matt mówił grzecznym tonem. Czekając na odpowiedź kobiety, spojrzał na Gerarda.
- Nie, niestety nie. Przekazać mu coś ?
- Yyy...Nie nie trzeba. Do widzenia. - Powiedział Gee, zanim Matt się odezwał.
Drzwi zamknęły się, a oni ruszyli w stronę samochodu. Siedząc już w środku, Matt odezwał się.
- Może zadzwonimy do niego ?
Gerard skinął tylko głową i wyjął telefon. Znalazł numer Toro, nacisnął zieloną słuchawkę na klawiaturze telefonu po czym podniósł telefon do ucha. Jeden sygnał...Drugi...Trzeci...
- Tak ?
- Ray ? To ty ? Tu Gerard.
- Tak ja. No cześć. Coś się stało ?
- Tak...To znaczy nie.
- Stary zdecyduj się.
Słysząc co chłopak mówi do słuchawki, Matt wyrwał mu telefon z ręki.
- Ray, cześć. Matt z tej strony. Jest sprawa. Możemy się spotkać ?
- Dziś ?
- Byłoby najlepiej.
- Mogę dopiero za dwie godziny.
- Dobrze. Więc za dwie godziny przy klubie za miastem.
- Dobra. Nie ma sprawy. A o co chodzi ?
- Dowiesz się na miejscu. - Po tych słowach chłopak rozłączył się i oddał telefon Gerardowi.
- Przyjdzie ?
- Tak... Jestem głody. Jedziesz ze mną coś zjeść ?
- Jasne, czemu nie. - Gee skinął głową.
Matt odpalił silnik po czym zaczął kręcić gałkami przy radiu samochodowym. Trafił na stację, w której akurat puszczali zespół Queen.
- Zostaw ! - Powiedział nagle Gerard półkrzykiem.
- Spoko. - Matt zabrał rękę z gałek radiowych. Ruszyli.
Gee podparł w drodze głowę na ręku i spojrzał w okno, podśpiewując piosenkę z radia.
W głowie kłębiło mu się pełno myśli. Widział już przyszłość z zespołem, ale była to różna przyszłość. Jedna z nich to wielki triumf zespołu. Była niestety też druga opcja - całkiem nieciekawa przyszłość...To wszystko go zastanawiało. "Czy ktoś taki jak oni, może stworzyć zespół, który będzie nagrywał hity...?". Te myśli nie dawały chłopakowi spokoju, ale nagle przypomniał sobie, to co powtarzała mu babcia Elena Lee Rush - "Bez względu na to co mówią, możesz zrobić wszystko, jeśli tylko się postarasz...". Słowa babci w jego głowie, dały mu o dziwo wielką ulgę. Przestał się przejmować czy wyjdzie, a raczej tym ile piosenek da rady napisać w tydzień. Jego myśli skierowały się na błahe, czasem nawet śmieszne sprawy.
Po kilku chwilach byli już przy barze z szybką obsługą. Weszli do środka i automatycznie spojrzeli na wielkie plakaty z menu. [..]
Mając już swoje zamówienie, Gerard spojrzał na Matta.
- Siadamy tu czy nie ? - Uniósł lekko ku górze brwi i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Siadamy.
Zajęli jeden ze stolików w kącie. Matt bez wahania zajął się jedzeniem. Gerard z kolei rozejrzał się ponownie po lokalu. Zastanawiało go to czy gdyby zespół stał się naprawdę znany, ludzie traktowaliby go inaczej...
Matt spojrzał na przyjaciela, który zamiast jeść, zajęty był przyglądaniem się ludziom.
- Ziemia do pana Way'a - Po tych słowach Gee pokręcił lekko głową, jakby chciał otrzepać się z wody.
- Zamyśliłem się. - Powiedział beznamiętnym tonem po czym zabrał się do jedzenia.
[..] Minęła mniej więcej godzina.
- Czas jechać.
Gerard bez wahania wstał od stołu. Oboje wyszli dość szybkim krokiem z baru i wsiedli do samochodu. Kiedy Matt odpalił silnik, radio tym razem włączyło się automatycznie. Ruszył w stronę umówionego miejsca.
Tym razem Way miał inne myśli. "Jakie to uczucie, usłyszeć swoją piosenkę w radiu...?", "Czy ludzie nie będą przełączać stacji, kiedy usłyszą nasz zespół...?". Te myśli zaczęły go trochę przytłaczać. Pomyślał o przyjemności jaką dało mu granie w opuszczonym klubie. To było coś. Wiedział, że to kocha. I ponownie wszystkie głupie myśli i pytanie odpłynęły, a on znów stał się szczęśliwy - Będziemy mieli zespół !
Dotarli na miejsce przed czasem. Postawił samochód przed klubem, który o tej godzinie był jeszcze zamknięty. Wysiedli z auta i rozejrzeli się dookoła. Nie było to dosłownie za miastem, ale na jego końcu. Przy klubie nie znajdywało się praktycznie nic. Mały park z kilkoma ławkami, na których przesiadywali pijani imprezowicze , dwie lub trzy budki telefoniczne i parking. Jakiś kilometr wcześniej stał malutki sklep całodobowy.
Po kilku minutach przyjechał na miejsce Ray. Postawił samochód przed autem Pelissiera.
- Hej, co jest ? Co to za sprawa ?
Gee i Matt podeszli do niego bliżej.
- Grasz jeszcze na gitarze ? - Way spojrzał na niego wymownie.
- Tak, pewnie. A czemu pytasz ? - Toro był wyraźnie zdekoncentrowany.
Gerard wciągnął do płuc powietrze po czym zapytał, oddzielając od siebie każdy kolejny wyraz.
- Jesteś-Zainteresowany-Graniem-W-Zespole ?
Matt stał z boku, przysłuchując się rozmowie.
- W zespole ? - Ray spojrzał najpierw na Gerarda, później na Matta. - Jakim zespole ?
- Razem z Mattem założyliśmy zespół. Mamy już jedną piosenkę, ale potrzebujemy gitarzysty.
Chłopak zastanawiał się przez dłuższą chwilę. Widać było, że granie w zespole go interesuje, ale nie wiedział, czy na pewno chce się tego podjąć.
Po kilku minutach powiedział jednak pewnie.
- Jestem zainteresowany. - Kiedy Toro wypowiedział te słowa, Gee miał ochotę go przytulić. Powstrzymał się, ale uśmiech na jego twarzy wyjaśniał wszystko.
Rozdział 5.
Minęło kilka dni od ataków w centrum miasta. Władze powoli uporządkowały teren wokół World Trade Center. W tragedii zginęły miliony ludzi. W wiadomościach aż huczy od kolejnych informacji na ten temat. Policja znalazła już prawie wszystkie ciała, a w kraju ogłoszono żałobę narodową...
Gerard wstał około godziny 8 rano. Minął właśnie tydzień od wybuchów. Chłopak nalał pół szklanki zimnej kawy i stanął przy otwartym oknie. Wiał zimny wiatr, ale zanosiło się na ładny, słoneczny dzień. Gee spojrzał na ulice miasta. Mimo wczesnej pory, było na niej sporo ludzi. Szum samochodów i rozmowy ludzi, unosiły się jak melodia.
Od ataków terrorystycznych, sprawa zespołu nie ruszyła z miejsca. Teraz jednak chłopak znów zaczął o tym myśleć. Rozejrzał się po pokoju i ponownie skierował wzrok ku ulicą Nowego Jorku.
Nagle w jego głowie pojawił się pomysł na piosenkę. Słowa zaczęły układać mu się w głowie. Nie marnując chwili Gerard wziął kartkę papieru i zaczął zapisywać na niej kolejne linijki. Po jakimś czasie, tekst miał wystarczająco dużo wyrazów, aby mógł zostać piosenką.
Nie czekając ani chwili, Gee ubrał się i wybiegł z domu, zamykając za sobą drzwi. [..]
Będąc na przedmieściach, dotarł do domu Matta. Wepchał się do środka i rzucając torbę, którą miał na ramieniu, usiadł wygodnie na jednym z foteli.
- Znów coś wymyśliłeś. Przyznaj się, co tym razem. Ostatnio był zespół, a teraz ? - Chłopak uniósł brwi z ciekawością w oczach.
Gee wyjął z torby, kartkę papieru, która niestety nie wyglądała zbyt estetycznie, jako że wylał na nią kawę. Podał rękopis przyjacielowi.
- Co prawda nie jest dopracowana, ale to jednak coś. Napiszemy muzykę i będzie pierwsza piosenka.
Zanim Matt cokolwiek powiedział, przeczytał dokładnie tekst. Następnie spojrzał znad kartki na Gerarda.
- Stary...To naprawdę dobre.
- Ale jednak trzeba to poprawić.
- Tak jasne, że tak, ale jednak to nie będzie jakoś dużo roboty z poprawianiem tego. A muzykę da się bardzo szybko napisać.
Przez chwilę oboje patrzyli, a to na siebie, a to na kartkę trzymaną przez Matta. Po dłuższym staniu w milczeniu chłopak odezwał się.
- Nie ma na co czekać. Muzyka sama się nie napisze. Na górze jest perkusja, a gitara jest w pokoju.
Gerard skinął głową na znak zgody i zaraz oboje ruszyli po instrument do sąsiedniego pokoju. [..]
Będąc na strychu, czy może raczej poddaszu, Matt od razu usiadł przy perkusji, wziął pałeczki i uderzył parę razy w bębny. Na dźwięk perkusji, na twarzy Gerarda automatycznie pojawił się uśmiech. Zagrał kilka dźwięków na gitarze. [..]
Zanim napisali melodie do piosenki minęło kilka godzin. Ale wiedzieli, że warto.
- To co bierzemy się za słowa ? - Spytał Gee, unosząc brwi ku górze, patrząc na przyjaciela.
Ku jego zdziwieniu Matt pokręcił smętnie głową.
- Nie będziemy tego poprawiać. Moim zdaniem jest dobrze.
Patrzyli po sobie z twarzą, nie ukazującą żadnych emocji.
- Uważasz, że jest to na tyle dobre, aby zostało to piosenką ?
- Tak. - Matt odpowiedział krótko. - Zagrajmy. Zobaczysz, że się nadaje. Same słowa nie wyglądają nadzwyczajnie, ale z muzyką, to będzie co innego.
Chłopak skinął głową i zagrał pierwsze dźwięki na gitarze. Następnie perkusja. Kiedy nadszedł czas, na to aby Gerard śpiewał, on nawet nie otworzył ust. Matt spojrzał na niego krzywo.
- Co jest ? Miałeś w tym momencie wejść.
- Przepraszam. Nie mogłem się skupić. Jeszcze raz. - Rozkazał Gee, po czym zagrał ponownie pierwsze dźwięki.
Znów powtórzyło się to samo. Gerard nie mógł skupić się wystarczająco na momencie wejścia wokalu w piosenkę. Po kilku próbach, chłopak przestał grać i odstawił gitarę na bok. Spojrzał na przyjaciela i pokręcił smutno głową.
- Nie dam rady...
- Czego nie dasz rady ? Stary, spokojnie. Piosenka dopiero co została napisana. Masz prawo nie wejść w odpowiednim miejscu.
- Nie o to chodzi.
- Więc o co ? - Matt przyglądał mu się dokładnie.
- Za bardzo skupiam się na jednej rzeczy. Kiedy gram, nie mogę skupić się na słowach piosenki.
- O czym ty mówisz ?! Dasz radę ! Jeszcze raz.
Chłopak już był gotowy, aby zagrać na perkusji, ale Gerard mu przerwał.
- Nie ! - Powiedział stanowczo.
- Nie mogę zarówno grać i śpiewać. To nie ma sensu. Ten zespół nie ma sensu. - Westchnął głęboko.
Matt spojrzał na niego groźnie.
- O nie...Nie pozwolę, aby coś takiego zniszczyło nasz zespół. Wiem, że to wyjdzie...Tylko, że...
- Tylko, że co ?! - Gee najwyraźniej był podenerwowany tą sytuacją. Ciężko było mu pogodzić się z faktem, że przez niego, zespół nie może funkcjonować.
- Tylko, że nie ty będziesz grał na gitarze. - Chłopak skinął głową, po czym zrobił zamyśloną minę.
- Więc kto będzie na niej grał...?
- Ymm... - Pelissier nadal wyglądał na zamyślonego. Po chwili krzyknął, wpadłszy na pomysł. - Może Ray ?!
- Ray...? Ray Toro ? - Gerard uśmiechnął się, kiedy wypowiedział jego imię ponownie.
- Tak. On przecież jest świetny na gitarze.
- No racja...
Gerard wstał około godziny 8 rano. Minął właśnie tydzień od wybuchów. Chłopak nalał pół szklanki zimnej kawy i stanął przy otwartym oknie. Wiał zimny wiatr, ale zanosiło się na ładny, słoneczny dzień. Gee spojrzał na ulice miasta. Mimo wczesnej pory, było na niej sporo ludzi. Szum samochodów i rozmowy ludzi, unosiły się jak melodia.
Od ataków terrorystycznych, sprawa zespołu nie ruszyła z miejsca. Teraz jednak chłopak znów zaczął o tym myśleć. Rozejrzał się po pokoju i ponownie skierował wzrok ku ulicą Nowego Jorku.
Nagle w jego głowie pojawił się pomysł na piosenkę. Słowa zaczęły układać mu się w głowie. Nie marnując chwili Gerard wziął kartkę papieru i zaczął zapisywać na niej kolejne linijki. Po jakimś czasie, tekst miał wystarczająco dużo wyrazów, aby mógł zostać piosenką.
Nie czekając ani chwili, Gee ubrał się i wybiegł z domu, zamykając za sobą drzwi. [..]
Będąc na przedmieściach, dotarł do domu Matta. Wepchał się do środka i rzucając torbę, którą miał na ramieniu, usiadł wygodnie na jednym z foteli.
- Znów coś wymyśliłeś. Przyznaj się, co tym razem. Ostatnio był zespół, a teraz ? - Chłopak uniósł brwi z ciekawością w oczach.
Gee wyjął z torby, kartkę papieru, która niestety nie wyglądała zbyt estetycznie, jako że wylał na nią kawę. Podał rękopis przyjacielowi.
- Co prawda nie jest dopracowana, ale to jednak coś. Napiszemy muzykę i będzie pierwsza piosenka.
Zanim Matt cokolwiek powiedział, przeczytał dokładnie tekst. Następnie spojrzał znad kartki na Gerarda.
- Stary...To naprawdę dobre.
- Ale jednak trzeba to poprawić.
- Tak jasne, że tak, ale jednak to nie będzie jakoś dużo roboty z poprawianiem tego. A muzykę da się bardzo szybko napisać.
Przez chwilę oboje patrzyli, a to na siebie, a to na kartkę trzymaną przez Matta. Po dłuższym staniu w milczeniu chłopak odezwał się.
- Nie ma na co czekać. Muzyka sama się nie napisze. Na górze jest perkusja, a gitara jest w pokoju.
Gerard skinął głową na znak zgody i zaraz oboje ruszyli po instrument do sąsiedniego pokoju. [..]
Będąc na strychu, czy może raczej poddaszu, Matt od razu usiadł przy perkusji, wziął pałeczki i uderzył parę razy w bębny. Na dźwięk perkusji, na twarzy Gerarda automatycznie pojawił się uśmiech. Zagrał kilka dźwięków na gitarze. [..]
Zanim napisali melodie do piosenki minęło kilka godzin. Ale wiedzieli, że warto.
- To co bierzemy się za słowa ? - Spytał Gee, unosząc brwi ku górze, patrząc na przyjaciela.
Ku jego zdziwieniu Matt pokręcił smętnie głową.
- Nie będziemy tego poprawiać. Moim zdaniem jest dobrze.
Patrzyli po sobie z twarzą, nie ukazującą żadnych emocji.
- Uważasz, że jest to na tyle dobre, aby zostało to piosenką ?
- Tak. - Matt odpowiedział krótko. - Zagrajmy. Zobaczysz, że się nadaje. Same słowa nie wyglądają nadzwyczajnie, ale z muzyką, to będzie co innego.
Chłopak skinął głową i zagrał pierwsze dźwięki na gitarze. Następnie perkusja. Kiedy nadszedł czas, na to aby Gerard śpiewał, on nawet nie otworzył ust. Matt spojrzał na niego krzywo.
- Co jest ? Miałeś w tym momencie wejść.
- Przepraszam. Nie mogłem się skupić. Jeszcze raz. - Rozkazał Gee, po czym zagrał ponownie pierwsze dźwięki.
Znów powtórzyło się to samo. Gerard nie mógł skupić się wystarczająco na momencie wejścia wokalu w piosenkę. Po kilku próbach, chłopak przestał grać i odstawił gitarę na bok. Spojrzał na przyjaciela i pokręcił smutno głową.
- Nie dam rady...
- Czego nie dasz rady ? Stary, spokojnie. Piosenka dopiero co została napisana. Masz prawo nie wejść w odpowiednim miejscu.
- Nie o to chodzi.
- Więc o co ? - Matt przyglądał mu się dokładnie.
- Za bardzo skupiam się na jednej rzeczy. Kiedy gram, nie mogę skupić się na słowach piosenki.
- O czym ty mówisz ?! Dasz radę ! Jeszcze raz.
Chłopak już był gotowy, aby zagrać na perkusji, ale Gerard mu przerwał.
- Nie ! - Powiedział stanowczo.
- Nie mogę zarówno grać i śpiewać. To nie ma sensu. Ten zespół nie ma sensu. - Westchnął głęboko.
Matt spojrzał na niego groźnie.
- O nie...Nie pozwolę, aby coś takiego zniszczyło nasz zespół. Wiem, że to wyjdzie...Tylko, że...
- Tylko, że co ?! - Gee najwyraźniej był podenerwowany tą sytuacją. Ciężko było mu pogodzić się z faktem, że przez niego, zespół nie może funkcjonować.
- Tylko, że nie ty będziesz grał na gitarze. - Chłopak skinął głową, po czym zrobił zamyśloną minę.
- Więc kto będzie na niej grał...?
- Ymm... - Pelissier nadal wyglądał na zamyślonego. Po chwili krzyknął, wpadłszy na pomysł. - Może Ray ?!
- Ray...? Ray Toro ? - Gerard uśmiechnął się, kiedy wypowiedział jego imię ponownie.
- Tak. On przecież jest świetny na gitarze.
- No racja...
Subskrybuj:
Posty (Atom)