czwartek, 10 maja 2012

Rozdział 1.

Ostatni dzień szkoły. Gerard trzymał w ręku swój dyplom i ze zniecierpliwieniem czekał końca tych wszystkich, nudnych przemówień. Wybiła godzina 13.15 na zegarze, kiedy ostatni mówca ukłonił się i usiadł na swoim miejscu. Do mikrofonu podszedł dyrektor szkoły - pan Beaker.
- To był cudowny rok. Tyle młodych, utalentowanych artystów, nasza szkoła ma zaszczyt wypuścić do dalszej nauki, albo raczej do praktyki w życiu. Mamy ogromną nadzieję, że nie zmarnujecie swoich talentów i wasza praca nie pójdzie na marne. Nie przedłużając więcej. Powodzenia w dalszym życiu! - Dyrektor uniósł ręce i odszedł od podestu z mikrofonem.
Ludzie zaczęli wstawać z miejsc. Gee wybiegł przodem jeszcze zanim przy drzwiach zrobiło się tłoczno. W biegu zdjął ubrania absolwenckie i włożył je do męskiej torby, przewieszonej niechlujnie przez ramie. Szybkim krokiem szedł w stronę domu. Mijał setki twarzy na zapełnionych, mimo wczesnych godzin, ulicach Nowego Jorku. Każdy się gdzieś śpieszył, miał własne sprawy do załatwienia, ale Gerard nie zwracał na to uwagi. Przepychał się coraz mocniej i szybciej przez tłumy. Mieszkał zaledwie kilka przecznic od uczelni artystycznej, więc dojście do domu nie zajęło mu zbyt dużo czasu. Wbiegł szybko po schodach do mieszkania i otworzył szybkim ruchem drzwi. Wyrzucił z torby ubrania, które wcześniej tam włożył i wpakował do niej swój szkicownik, który leżał przygotowany na stole przy łóżku. Kiedy już było gotowy, wybiegł z mieszkania zamykając drzwi na klucz. Pod domem złapał taksówkę.
Jechał, rozmyślając o przyszłości. "Uda Się Czy Się Nie Uda?", "Co Z Tego Wszystkiego Wyjdzie, Czy W Ogóle Coś Wyjdzie?". Tyle pytań krążyło mu po głowie... Zastanawiał się czy warto podejmować się tego. Zanim zdążył wymyślić wymówkę, taksówka stanęła pod budynkiem stacji Cartoon Network. Zapłacił kierowcy i wysiadł z pojazdu. Stanął przed budynkiem i spojrzał na samą górę. Uśmiechnął się sam do siebie i wszedł do środka. Był umówiony na spotkanie więc dokładnie wiedział gdzie się udać. Ruszył windą na czwarte piętro. Stanął przed drzwiami pokoju numer 37 i spojrzał na zegarek wiszący nad drzwiami. 14.20. Spotkanie było umówione na 14.30. Gerard usiadł na kanapie stojącej w korytarzu. Mimo, że było to biuro, było tu przyjemna atmosfera. Ludzie uśmiechnięci, weseli. Gee siedząc rozglądał się dyskretnie dookoła.
- Czeka pan na kogoś?
Gerard uniósł wzrok i zobaczył nad sobą młodą kobietę, o blond włosach, spiętych w koczka.
- Emm...Ee...Tak...To znaczy nie...To znaczy byłem umówiony na spotkanie w sprawie nowej kreskówki. - Spojrzał na drzwi pokoju 37, dając to kobiecie do zrozumienia.
- Ach, więc musi pan jeszcze chwilę poczekać. U pana McKinleya ktoś na razie jest. - Kobieta uśmiechnęła się po czym szybko dodała. - Może się pan czegoś napije? Zrobić kawę, herbatę?
- Nie dziękuję. - Gee machnął ręką i ponownie spojrzał na zegarek...
Kobieta odeszła i wróciła do swoich zajęć, a drzwi pokoju otworzyły się i wyszedł z nich zdenerwowany człowiek, a za nim drugi, na którego twarzy widniał przekorny uśmiech. Mężczyzna odwrócił się ku Gerardowi, który właśnie wstał i podszedł do niego.
- Pan Gerard Way? - Mężczyzna uniósł brwi ku górze, spoglądając na niego.
- Tak, tak, to ja.
- Więc proszę. - Gerard wszedł do pokoju za mężczyzną. Był pełen nadziei, że wszystko pójdzie tak jak tego oczekuje.

Brak komentarzy: