Obudził się około godziny 9 rano. Jak to zazwyczaj bywa po nocnym piciu nie czuł się zbyt dobrze, ale był szczęśliwy. Zespół - to jedyna rzecz, o której był w stanie myśleć. Wstał zaspanym ruchem z łóżka, ubrał się po czym ruszył w kierunku łazienki. Spojrzał w lustro. Wielkie wory pod oczami, zaspana twarz. Nachylił się nad umywalką i zimną wodą obmył twarz. Przeczesał ręką swoje dłuższe, czarne włosy. [..]
Wziął kubek kawy, którą przed chwilą zrobił, chwycił paczkę papierosów i wyszedł przez okno na schody przeciwpożarowe. Siedząc na nich rozglądał się lekko po ulicy. Jego mieszkanie znajdowało się dość blisko centrum NY, ale jednak bardziej na uboczu. Chłodne powietrze wiało mu prosto w twarz. Pił łyk po łyku czarnej kawy. Siedział tak około godziny, myśląc o zespole, piosenkach i melodiach, które muszą wymyślić. Nagle usłyszał głośny huk, a ziemia zatrzęsła się tak mocno, że z rąk Gerarda wypadł kubek, który rozbił się o metalowe schody.
Gee nie wiedział co się dzieję. Rozejrzał się dookoła. Na ulicach zrobiło się wielkie zamieszanie, a tuż nad dachem jednego z domów, który stał naprzeciwko jego mieszkania, pojawił się gęsty, ciemny dym. Piski i krzyki ludzi na ulicy były przerażające i przyprawiały o ciarki. "Co Się Dzieję?", "Wybuchł Jakiś Pożar?". Na te pytania Gee nie potrafił sobie odpowiedzieć. Po kilku chwilach dało się usłyszeć, poczuć następny huk. Po zaledwie pięciu sekundach od wybuchu, Gerard usłyszał coś jakby dźwięk zawalających się budynków...Następny huk i następny i jeszcze jeden...Te hałasy były nie do zniesienia. Chłopak szybko wskoczył ze schodów z powrotem do domu i zamknął szczelnie jedno okno po drugim. Po kilku minutach, rozmyślania nad tym co to mogło być szybkim ruchem sięgnął pilot do telewizora, który już po chwili został włączony na kanale informacyjnym. To co usłyszał z ust reporterki, było wstrząsające. "Zamach na World Trade Center w Nowym Jorku. Doszło do kilku wybuchów, ale to wcale nie oznacza, że jest to koniec. Ludzie nie wiedzą co robić. Władze miasta ostrzegają, aby oddalić się od centrum. Nikt nie może podać nam informacji co stało się w budynku oraz kto za tym stoi. Czekamy na nowe wieści [..]".
Przez zamknięte okna było słychać przytłumione wrzaski z ulic. Okropieństwo...Gee jeszcze nigdy nie doświadczył czegoś takiego. Nagle na ekranie telewizora ponownie pojawiła się reporterka. Z poważną miną zaczęła:"Pentagon i Kapiton w Waszyngtonie, również padło ofiarą zamachów terrorystycznych. Z naszych źródeł wynika, że ludzie pracujący w budynkach nie mieli szans na przeżycie. Policja zacznie szukać ocalałych w World Trade Center, keidy tylko będzie pewne, że wybuchy ustały. Z naszych informacji wynika, że w budynku było ponad 2 tysięcy ludzi. Będziemy was informować na bieżąco...".
Nagle krzyki ludzi ucichły. Gerard pomyślał, że pewnie wszyscy opuścili centrum miasto i oddalili się w bezpieczne miejsce. Wyjrzał przez zamknięte okno i zobaczył, że policja ogrodziła ulice, aby nikt nie mógł się przedostać w miejsce wybuchów. Ulice zaczęły pustoszeć, a policja i strażacy przenieśli się w stronę World Trade Center...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz