czwartek, 10 maja 2012

Rozdział 2.

- Proszę, niech pan się pochwali tym co na dziś przygotował. - Mężczyzna siadając na swój fotel, spojrzał na Gerarda wymownym wzrokiem po czym uśmiechnął się przekornie.
Gee wyjął z toby swój szkicownik i położył go przed mężczyzną, otwierając go na pierwszej stronie. Człowiek prychnął po czym zaśmiał się krótko pod nosem.
- Bardzo dobre, żeby nie powiedzieć świetne... - Na twarzy Gerarda pokazał się uśmiech. Czyżby przygotowana przez niego kreskówka mogła stać się sławna? Mężczyzna przyglądał się dokładnie każdemu rysunkowi i opisowi pod nim. Przewertował wolnym ruchem większość stron po czym dodał oschle, nawet nie zerkając na chłopaka.
- Szkoda tylko, że jest bardzo podobna do naszej kreskówki "Aqua Teen Hunger Force". Są zbyt podobne.
Z twarzy chłopaka znikł uśmiech. Wbił wzrok w podłogę. Po krótkiej chwili powiedział.
- Ale jeśli by tak coś zmienić? Cokolwiek, żeby nie przypominała tamtej kreskówki. Bardzo mi zależy. Ja...Ja sam postaram się nad nią jeszcze popracować. - Gerard pokiwał energicznie głową, zerkając a to na mężczyznę, a to na swoją pracę.
- Przykro mi panie Way. Nic z tego. Jeśli wymyśli pan coś nowego...Od początku do końca swojego...Będziemy czekać.
Chłopak czuł w sobie złość, smutek, żal , ale nie pokazał tego. Jego twarz była jakby niewzruszona.Wstał zaciskając zęby, podał mężczyźnie dłoń, chwycił szkicownik i wyszedł z pokoju.
- Do widzenia.
- Do widzenia. - Odpowiedział mężczyzna lekko lekceważącym tonem.
Gee wyszedł z budynku w bardzo szybkim tempie. Był wściekły. Miał ochotę krzyknąć na cały głos. Powstrzymał się, ale jego plany legły w gruzach. "Co Teraz?", "Co Zamierzam Robić Dalej?!". Ściskał w ręku mocno swój szkicownik. Spojrzał na niego po czym wrzucił go z hukiem do jednego ze śmietników stojących na ulicy. Warknął przy tym do siebie. Wyciągnął z kieszeni paczkę czerwonych Malboro, zapalił jednego i zaciągnął się dymem. Czyżby to co robił do tej pory straciło większy sens? Odepchnął od siebie wszystkie myśli i ruszył ku opuszczonemu budynku, w którym kiedyś znajdował się klub rockowy. Kiedy doszedł na miejsce wszedł tylnym wejściem do środka. W zaniedbanym już miejscu, było pełno mebli. Właściciel klubu zmarł, nie przekazując go nikomu innemu. Gerard lubił od czasu do czasu tu przebywać. Miejsce te napajało go pozytywną energią. Nikt nigdy tu nie przychodził. Ludzie myśleli, że budynek jest na tyle stary i zaniedbany, że za chwilę może runąć. Chłopak rzucił na ziemię torbę i usiadł na jednym z fotelowych gąbek. Rozejrzał się po klubie. Na ścianach klubu było pełno napisów, plakatów, zdjęć oraz autografów zespołów i wykonawców, którzy tu grali przed zamknięciem lokalu. Kiedy jeszcze miejsce te żyło pełnią życia, Gerard był za mały, aby tu przebywać.
Nagle wstał i zaczął "przechadzać" się po klubie. W pewnym momencie, zobaczył stojącą za barem, zakurzoną gitarę elektryczną. Nie zastanawiał się długo...Wziął instrument w dłonie, lekko przetarł go rękawem i wydobył z niego pierwsze dźwięki. Nie brzmiały ono cudownie, bo gitara była trochę rozstrojona, ale mu to nie przeszkadzało. Grając kolejne dźwięki, coś zaczęło się w nim łamać. Przypomniał sobie, jak kiedyś babcia uczyła go i Mikey'a grać na różnych instrumentach, a gitara była jednym z nich.
To jak Gerard grał, wyglądało pięknie i nawet przy rozstrojonej z lekka gitarze, brzmiało pięknie.

Brak komentarzy: